Nadciąga nowy tydzień a ja tak bardzo chcę się zdematerializować. Natłok spraw, decyzji, energia. Nie mam siły na konsultację, zabiegi, współczucie. nie teraz. Może później. Jak się poskładam. Gniew sprawia że umysł staje się jasny i przenikliwy. Widzi się więcej. Zagarnia więcej. Dostarcza mi sygnał że jestem 33 letnim wrakiem a miałem być sterem, żeglarzem okrętem.

Z największej strzelam Armady.

Od miesiąca zmagam się z silnym przypływem gniewu. Odczuwam niesmak. Gorycz. Czuje się jakbym przegrał wszystko. Bywało tak w przeszłości ale trwało krótko – było to w pewien sposób rozkładane na czynniki pierwsze, analizowane i zapominane. A ten grzeje mnie już miesiąc. Sponiewiera. Próbuje się ratować każdy przypływ tej nienawiści przekuwam w wysiłek fizyczny. Dokładam powtórzenia, biceps, triceps, klata, uda, brzuch. Biorę rower i jadę przed siebie daleko. Jest mi wtedy trochę lżej.

Moje życie w regresie.